NONI Sok Noni Medycyna naturalna Zdrowie

rak

spotkania noni

POLSKA
Mój dziadek ma 84 lata. Całe życie był zdrowy, mimo swojego wieku pracował w ogródku, jeździł na rowerze. W październiku 2003 roku nagle poczuł straszny ból w klatce piersiowej. Gdy poszliśmy z nim do lekarza, ten go natychmiast skierował do szpitala. W szpitalu ściągnęli mu 3 litry wody z płuc. Okazało się że ma raka lewego płuca. Lekarze powiedzieli że dziadek nie dożyje do Bożego Narodzenia – nie dawali mu żadnych szans. Chcieli go skierować na chemioterapię, ale dziadek stwierdził że jak ma dwa miesiące życia to woli umrzeć w domu i nie chce chemioterapii. Jak się dowiedzieliśmy od tych lekarzy - przyczyną raka była praca dziadka przy azbeście którą wykonywał wiele lat temu i ten azbest ulokował mu się w lewym płucu. Powiedzieli nam że wszystkie metale można wypłukać z organizmu, ale azbestu nie da rady – nie ma sposobu. Przypomnieliśmy sobie że nasza znajoma miała do czynienia z sokiem Noni więc jeśli już nie ma dla dziadka ratunku to można spróbować soku Noni. Dowiedzieliśmy się o kuracji na beznadziejne przypadki i dziadek zaczął ją stosować. Kuracja ta polega na tym, ze przez pierwsze cztery dni pije się dziennie po jednym litrze soku Noni z Tahiti, następne cztery dni po pół litra soku a następnie sukcesywnie zmniejsza się dawkę. Zarejestrowany był w Instytucie który się zajmuje ludźmi chorymi z powodu zanieczyszczenia organizmu azbestem. Po dwóch miesiącach lekarze stwierdzili z wyników badań że nastąpiła pozytywna zmiana. Spytali nas czy my coś robimy, ale nie przyznaliśmy się żeby nas nie wyśmiali i żeby nie stwierdzili, ze skoro jesteśmy tacy mądrzy to po co przychodzimy do nich. Chodziliśmy regularnie co 6 tygodni do kontroli, Boże Narodzenie już dawno minęło, i za każdym razem lekarze zauważali coraz lepszy stan zdrowia dziadka. Po pół roku lekarze powiedzieli nam, że jest niemożliwe że my nic nie robimy, bo takiego przypadku jeszcze nie mieli. Do tej pory wszyscy z pacjenci tego Instytutu z „po-azbestowymi” chorobami albo się poruszali na wózkach inwalidzkich, albo byli skazani na ciągłe leżenie w szpitalu z podłączeniem do kroplówek. Mają tak straszne bóle że żaden pacjent nie jest w stanie ich wytrzymać – muszą być pod ciągłym działaniem morfiny. Dziadek morfiny nie musi zażywać, jeździ na rowerze, pracuje w ogrodzie. Ostatnio podczas badań lekarze nam pokazali na ekranie, że ten rak się otorbielił i się nie rozprzestrzenia. Lekarze nie chcieli nam uwierzyć że nic nie robimy bo taki przypadek jest niemożliwy, ale jeśli już cos robimy to mamy to robić nadal. Stwierdziliśmy że to jest CUD NONI.

Małgorzata S., 18 września 2004
We wrześniu 2004 wróciłem z konsultacji ze szpitala onkologicznego podczas której stwierdzili że muszą mi usunąć nogę łącznie z biodrem w ciągu miesiąca z powodu nowotworu mięsaka na udzie. Przez 10 miesięcy miałem kilka chemioterapii i naświetlań ale niestety rana bez przerwy mi się powiększała. Przypadkiem natknąłem się na sok Noni i przy okazji miałem szczęście że skontaktowałem się z doktorem medycyny naturalnej który jest specjalistą od soku noni. Doktor powiedział mi, że mam pić 105 ml dziennie i zużywać 30 ml na smarowanie rany. Po tygodniu pielęgniarki które robiły mi opatrunki stwierdziły, że teraz rana się goi za szybko. W tej sytuacji w.w. doktor medycyny naturalnej nakazał nadal pić sok ale przestać smarować ranę. Tydzień później doktor zalecił znów smarować, ale nie bezpośrednio na ranę tylko wokół niej. Przed komisja lekarską nakazali mi zrobić tomografię komputerową. Podczas komisji lekarskiej doktor powiedział mi że tomograf nie wykazał przerzutów na płuca i przypomniał mi po co do niego przyszedłem. Wtedy moja żona powiedziała do lekarza – „Panie profesorze niech Pan obejrzy ranę męża”. Odpowiedział jej że jest to niepotrzebne i trzeba amputować nogę. Na to żona powiedziała że pielęgniarki stwierdziły że rana się goi. Wreszcie po kilku namowach ściągnął mi opatrunek, obejrzał ranę i stwierdził – „I co? Ja kazałem tą nogę obciąć? Ale bym zabulił” Po pewnym czasie ten doktor zaczął sam kupować sok. 

Janusz K. marzec 2005

W styczniu 2004 roku zadzwoniła do mnie moja mama z wiadomością że mój tata jest ciężko chory. Poszedłem do ordynatora szpitala w którym tata leżał. Powiedział mi że nowotwór prostaty jest odkryty zbyt późno, organizm jest nim tak zajęty że jest już nie operacyjny – „otwarcie” pacjenta może jedynie pogorszyć sytuację. Jedynie zrobili tacie przetokę nerkową, ponieważ miał tak  zanieczyszczone nerki że już nie funkcjonowały. Dawali mu maksimum miesiąc życia. Zastosowali chemioterapię i po około dwóch tygodniach wypisali tatę ze szpitala. Oczywiście nie ściągnęli mu przetoki nerkowej – powiedzieli mu że będzie ją musiał nosić do końca życia (wiedząc że to będzie niecały miesiąc). Zaczął pić dwa razy dziennie po 4 łyżki soku Tahitian Noni. We wrześniu ściągnęli tacie przetokę nerkowa, tato normalnie funkcjonuje, wychodzi na spacery. W tej chwili pije profilaktycznie dwa razy po dwie łyżki soku dziennie.

Robert L. luty 2005

ZAGRANICA
Pracowałem przez 30 lat jako monter systemów nawadniania pól w gorącym słońcu Florydy. Jestem blondynem i mam jasną skórę, więc w tych warunkach istniało dla mnie duże ryzyko raka skóry. Cztery lata temu zauważałem kilka zmian w niektórych miejscach mojej skroni, więc poszedłem do dermatologa przy Uniwersytecie Południowej Florydy by zrobił biopsje. Wyniki wykazały podstawowe komórki rakowe. Dermatolog "zamrażał" rejony komórek rakowych i znajdował inne obszary , które nazwał "przedrakowe" i także je zamrażał. 
W styczniu 1999 poznałem sok noni z Tahiti. Gdy zacząłem go pić dowiedziałem się, że może być także używany miejscowo z bardzo dobrymi rezultatami , więc zacząłem stosować go bezpośrednio na mojego raka skóry. Odkąd zacząłem pić sok noni, dermatolog nie znajdował już jakichkolwiek przedrakowych komórek w tych miejscach, w których istniało największe ryzyko z powodu ciągłego wystawiania do słońca! 
Jednak, podczas mojej ostatniej wizyty, zaglądnął do mojego ucha i zauważał , że głęboko w uchu miałem guz. Umówił mnie natychmiast ze specjalistą , który metodą MOHS, chirurgicznie usuwa podstawowe komórki rakowe. Ponieważ pracuję 40 godzin tygodniowo, więc nie mogłem wziąć wolnego by poddać się operacji i ciągle odkładałem termin na później. Po pewnym czasie zauważałem , że moje ucho krwawiło, zaniepokoiłem się i natychmiast wpisałem na listę do operacji. 
Metoda MOHS polega na usuwaniu skóry warstwami i jednoczesną analizą w celu uzyskania pewności że wszystkie rakowe komórki zostały usunięte. Wystarczyły dwa cięcia by usunąć to co pozostało z raka w moim uchu. Wracałem co 2 tygodnie na zmianę opatrunku. Każdorazowo gdy zmieniałem opatrunek, dodawałem do opatrunku kilka kropel soku noni i nakładałem to na ranę i to przynosiło mi ulgę. Doktor jednak nie wiedział nic na temat soku noni, obawiał się więc że to przeszkadza w gojeniu się i odradził mi stosowanie soku na ranę. Posłuchałem go.
Podczas następnej wizyty stwierdził, że skóra goiła się źle, więc musi zrobić przeszczep skóry. Kiedy wróciłem do niego znów po tygodniu, skóra pod przeszczepem nadal goiła się źle, więc usuwał szwy, przeszczep i następne warstwy skóry. Tym razem powiedział mi abym używał soku noni! W czasie następnej wizyty doktor stwierdził z zaskoczeniem że rana goi się bardzo dobrze i zaplanował kolejna wizytę dopiero za kilka tygodni. 
W międzyczasie przeczytałem że sok noni jest szybko absorbowany przez skórę i ciągnięty do miejsca które najbardziej go potrzebuje, więc zamiast nakładania soku noni bezpośrednio w moje ucho, teraz eksperymentuję w ten sposób, że nalewam go na bawełniany wacik i przywiązuję tasiemką na zewnątrz ucha obok zoperowanego miejsca. Jak dotąd to wspaniale działa! Oczekuję mojego następnego badania. Wiem że doktor będzie jeszcze bardziej zaskoczony! 

--Dave O., USA 2 wrzesień 2002 

Tampaw01@aol.com
U mojego męża zdiagnozowano raka płuc , który rozciągał się aż do wątroby. Zaczął branie noni zaraz po diagnozie na początku lipca. Jest wiele osób które modlą się o niego. Miał jedną chemoterapię 16 lipca 2003. Później był u lekarza 4 sierpnia 2003. Doktor był zaskoczony ponieważ jest tlen w części płuca tam gdzie jest guz. Pytałam doktora o guz w jego węźle chłonnym. Szukał, szukał, ale nie mógł znaleźć. Powiedział nam żeby kontynuować to co robimy. Nie mamy jeszcze sprawozdania z wynikiem ostatnich badań , ale powiadomimy Was tutaj. 

--Bonnie M., USA 6 sierpnia 2003 
W  lutym  1995  w  czasie  kontroli  bieżącej  po  prześwietleniu  klatki  piersiowej  wykryto ,  że  mam  guza w prawym płucu. Następnych  kilka  testów  i  prześwietleń   wykazało że mam raka.  Był nie operacyjny,   ponieważ rozciągał się aż do węzłów chłonnych. Rak był  bardzo  poważny  z  bardzo  małą  szansą  przeżycia.  Był  to  drobnokomórkowy  rak  płuc. Poczułam się tak, jakby wydano na mnie wyrok śmierci. Onkolog powiedział mi że mam 2 do 5% szansy przeżycia,  odpowiedziałam mu że potrzebuję  wykorzystać  tylko  1%.  Miałam  kłopot  co  do  podjęcia decyzji czy wybrać promieniowanie i chemoterapię czy leczenie holistyczne. Zdecydowałam się robić jedno i drugie. Zasugerowano mi, że mam wykonać dwadzieścia promieniowań mojego mózgu. Było to profilaktyką aby nie było przerzutów raka do mózgu. Rak drobnokomórkowy jeżeli robił przerzuty, miał tendencję iść do mózgu albo wątroby. Mózg nie może być leczony chemoterapią więc radiacja była jedynym sposobem.
W 1997r miałam atak serca i zabrano mnie do London w Ontario. Tutaj, podczas analizy mojego zdjęcia rtg naczyń, pokazano mi tętniaka na aorcie poniżej pępka. Bardzo się bałam. W 1998 mój bardzo dobry przyjaciel poinformował mnie o noni. Na niego sok zadziałał z cudownym wynikiem. Po spróbowaniu noni zauważyłam , że powiększyłam energię i że poczułam się lepiej. Joe miał raka okrężnicy i po operacji zdecydował się by nie mieć radiacji ani chemoterapii i leczył się tylko noni. Kilka miesięcy temu skierowano mnie do specjalisty naczyniowego by zbadać mojego tętniaka. Ten doktor powiedział mi że nigdy nie słyszał o kimś kto przeżył więcej niż pięć lat mając drobnokomórkowego rakia płuca. Z głębi serca powiedziałam mu że daję wiarę w działanie noni. On nigdy nie słyszał o noni, jednak był zainteresowany posłuchaniem czegoś, co pomogło chorej na drobnokomórkowego raka utrzymać się przy życiu przez siedem lat. Zostawiłam mu kilka książek na temat działania noni. Gdy wychodziłam z jego gabinetu powiedział, "Prawdopodobnie to noni jest przyczyną tego że tętniak nie zmienił się.” Ja dzięki Bogu, noni, mojemu mężowi, mojej rodzinie i przyjaciołom mogłam obchodzić w zeszłym miesiącu ósmą rocznicę uwolnienia od raka. Wszystko zaczęło się od rutynowej kontroli lekarskiej . Nie czułam się chorą, czy mającą jakieś problemy. To szokuje co może zdarzać się w naszych ciałach a czego nie jesteśmy świadomi. Moja teoria: "Uncja noni zadziała lepiej niż kilogram kuracji” 

PS: Ostatnio byłam na kontroli w Klinice Onkologicznej. Onkolog powiedział, że jeżeli miałby nowego pacjenta dzisiaj z moją ówczesną diagnozą, przygotowywałby od razu salę pooperacyjną. Powiedział że chce mnie zobaczyć ponownie za rok. Nazwał mnie "Panią Cudu". 

--Shirley G., Kanada 30 marca 2003 
Jeden z naszych znajomych z innej miejscowości zadzwonił do nas około dwa miesiące po rozpoczęciu picia soku noni. Przeszedł chemioterapię i był podniecony informując nas , że jeden z guzów raka w jego płucu zmniejszył się. Czuje się nieco lepiej i wierzy że to z powodu picia soku noni. 

--Diane B., Kanada 30 stycznia 2000 
Latem 1999 mój brat był na wycieczce w Szwajcarii.  Tam  poczuł  po  raz pierwszy bóle w klatce piersiowej i zadyszkę. Jego doktor skierował go do Asklepiose Clinic w Gauting. Rozpoznano u niego zapalenie opłucnej (rak płuca) i około 4,5 litra wody usunięto  z  jego  płuc.  Brat  był  w  bardzo  złym  stanie.  Chemioterapia  nie  była  prowadzona ponieważ na ten typ raka jest nieefektywny w 95%. Brat pozostawał w klinice, był leczony przez onkologów w Augsburgu. 
W  styczniu  2000  odwiedziłem  ośrodek,  który oferował porady na uzupełnienie diety. Oni polecali komórkowe pożywienie, aminokwasy, witaminy a także sok noni. Dwa lata wcześniej miałem operację by-passa i jeszcze nie czułem się całkiem dobrze. Po piciu soku i witamin, poczułem się w krótkim czasie znacznie lepiej. W lutym poleciłem sok noni mojemu bratu. Zaczął lepiej spać  i  ucisk  guza  znacznie  się  zmniejszył.  Onkolodzy  po  wynikach  badania krwi potwierdzali polepszanie się jego stanu. 
W kwietniu był ponownie diagnozowany. Wówczas od początku maja zaczął pić sześć kieliszków soku noni dziennie. Litr soku wystarczał  mu  wtedy  na  tydzień. Nieco później przytył pięć kilogramów i jego system immunologiczny ustabilizował się, guz kurczył się a nie rozrastał. Brat czuł się o tyle lepiej, że mógł spędzić tydzień nad Morzem Północnym w lipcu i cztery dni w Graubünden w sierpniu. Dzisiaj (17 sierpnia 2000) miał badania, które wskazały, że wszystko się ustabilizowało i polepszyło. To kompletne zaskoczenie dla lekarzy. Bardzo dziękuję ośrodkowi porad , także w imieniu mojego brata Hermana, że mamy ten produkt. 

--Johann J. D., Niemcy 17 sierpnia 2000 
Piję  sok  noni  z  wielu powodów.  Wielką korzyścią dla mnie jest sposób w jaki sok pomaga mi w leczeniu raka skóry. Przez wiele  lat odwiedzałem  mojego dermatologa co kwartał  by  usuwał mi  podstawowe komórki rakowe płynnym azotem, silnym skórnym  kremem (tylko zimą),  lub chirurgicznie.  Od  chwili  w  której  zacząłem  pić  sok  noni,  nie potrzebuję jakiejkolwiek operacji  a  jeżeli  pokazuje  się  nowe  miejsce,  stosuję  sok  bezpośrednio na skórę która po kilku zastosowaniach wraca do normalnego stanu. Mój dermatolog jest pod wielkim wrażeniem ! 

--Archie W., CAN 21 kwietnia 2001 
W listopadzie 1998, zadzwonił telefon od mojej znajomej z USA. Porozmawialiśmy i w efekcie zamówiłem sok noni przez telefon.  Otrzymałem skrzynkę  (4 litrowe butelki)  butelki.  Piłem jedną pełną łyżkę stołową (od  zupy) przed posiłkami.  Na początku nie  bardzo  wierzyłem że może mi pomóc ale przecież jest to sok owocowy z Tahiti więc cóż mi szkodziło pić. Oto jaką różnicę sprawił sok w moim organizmie i moim stylu życia. W pierwszy tygodniu poczułem rozluźnienie w moich stawach i żadnego bólu pleców kiedy prowadzę moją taksówkę . Ustało także kłucie - jak szpilkami - w prawej stopie każdego ranka. Rany spowodowane przez raka skóry goiły się szybko. Zadzwoniłem do mojej sponsorki i spytałem "Co jest w tym soku że tak dobrze działa?” Ona śmiała się i odpowiedziała , "Kontynuuj nadal picie soku ze szklanką wody." Tak robiłem. Wróciły mi siły, czuję się i wyglądam dziesięć lat młodziej. Dziękuję za ten produkt. 

--Geoff C., AUS 20 Jul 2003 

geoffcoulin@tahitiannoni.com
Przyjaciel zaproponował mi sok noni kiedy otrzymałam pozytywny wynik biopsji na raka skóry na moim nosie. Rak jednak zupełnie minął zanim przyszedł czas zabiegu chirurgicznego.

--Maria M., USA 30 czerwca 2000 

powrót do spisu

powrót do strony głównej

Informacje umieszczane na tej stronie służą wyłącznie do celów edukacyjnych, a nie do stawiania diagnozy, rozpoznawania czy sugerowania sposobów traktowania różnych chorób. Stan zdrowia i wszelkie jego zaburzenia winny być konsultowane z właściwymi służbami medycznymi. Nie jest celem autora tego serwisu udzielanie medycznych rad, zalecanie środków bądź branie odpowiedzialności za osoby które zdecydują się spróbować na sobie.